Dziesięć przykazań
Jacek D
Nudy. O, w mordę, jakie nudy. Jasny gwint, Archaniele, czy nie jest Ci nudno?! - Jest nudno. - To po co nic nie mówisz? - A co tam będę Waszej Boskości czas zabierał? - To oznacza, Archanioł, że ja mendzę?! - Ależ nie, Wasza Boskość. To ja nie chciałem farmazonić. Wasza Miłościwoś nie mendzi, nawet jeśli mendzi. - Ej, kręcisz coś, mój Ty Aniele. Powiedz szybciej czy mamy tu, w Niebie, coś do przeczytania? - Nie za wiele. - Jak to? To znaczy ile? - Jedną jedyną mamy tu książkę. - Jedną książkę?! To dlaczego mi tu gadasz, że niewiele? - No, bo to niewiele. - Jedna to jest jedna, a nie niewiele. No, ok, co to za książka? - Dekalog. - De co? - Dekalog. Dziesięć przykazań. - Kryminał jakiś? - Właściwie to tak. - A któż to spłodził? - Wasza Boskość, ma sie rozumieć. - Ja? A dla kogo ja to nabazgrałem? - Dla ludzi. A dla siebie nic? - Niestety nic. - Trudno. Ok, dawaj ten dekalog. Poczytamy. Po chwili w niebie słychać jedynie rechot Pana Boga. - Archanioł, co ty mi do jasnej anielki zapodałeś?! To miał być kryminał ! - A nie jest? - O pieronie, przecież to czyste jaja! Czytałeś to, Archanioł? Nie kradnij, nie cudzołóż... Ale jazda! - Świetnie, że się Waszej Jasności podoba. - Archanioł, co tobie? Nie bawi Cię ta książka? - Nie. - Może zapomniałem ci wszczepić poczucie żartu? - Może, ale ja po prostu uważam, że to nie jest śmieszne. - Hmm tak sądzisz? Gadaj skąd wiesz po ki diabeł ja to nabazgrałem? - Tego nie wiem. - No widzisz, a jeżeli napisałem to dla jaj, co by można było się uśmiać? - To się chyba udało. - Poważnie? - Ludzie także się z tego śmieją. - no popatrz tylko, przecież mówiłem ci, że stworzyłem to dla jaj. A teraz idę sie przespać, bo cała wieczność przede mną. Po jakimś czasie w NIebiesiech słychać było tylko głośne chrapanie Wszechwiedzącego.